Moc w słabości się doskonali.

Szukam. Wciąż zaczynam od nowa, dołączam do kolejnych projektów, odchodzę, bo nie daję rady. Brakuje czasu, sił, możliwości, trudno się skoncentrować.

Poszukiwanie jest potrzebne. Ale często przechodzę nad tym w biegu, przeskakuję nie wyciągając wniosków. Lub się do nich nie przyznając. Znowu ‘’mam za dużo na głowie’’, znów ‘’tego nie czuję’’, może po prostu ‘’jednak to nie jest to’’…

Nie ma ludzi doskonałych. Niby to wiem. A jednak – wchodząc w nowe środowisko, poznając nowych ludzi bardzo szybko przychodzi uczucie zawodu. Bo zapowiadało się, że teraz to będzie inaczej, tym razem to będzie właśnie to, czego szukam. Czego całe życie szukałem. Ale to nie jest takie proste. I nigdy nie będzie.

A przecież byłoby, gdybym umiał to sobie wytłumaczyć raz na zawsze, zapamiętać i nigdy już nie zapominać.

Moc w słabości się doskonali. Tam, gdzie ktoś nawala, a wydawało się, że można na nim polegać w każdej sytuacji – tam jest miejsce dla mnie, żeby zadziałać. Może tym razem on potrzebuje wsparcia?
Tam, gdzie okazuje się, że nie jestem tak dobry, jak mi się wydawało, właśnie tam jest okazja dla mnie do wzrostu. Muszę to tylko zauważyć. Zmienić punkt widzenia, swoje podejście.

To nie fakt, że okazałem się słaby jest problemem. Nie to, że się potknąłem, chcący czy nie chcący w czymś zawiniłem, coś zepsułem, zawiodłem. Prawdziwy problem, to nieumiejętność zaakceptowania tego. Wybaczenia sobie. Bo wtedy, zamiast wstać i iść dalej, zostaję w dołku. I nic nie rusza do przodu.

Więc przypominam sobie: nie ma ludzi idealnych. Wybaczaj sobie. Wybaczaj innym. Wybaczaj sobie to, że nie potrafisz jeszcze wybaczyć innym. I nie siedź w dołku. Rusz się.

Tam, gdzie ktoś mnie zawodzi – jest miejsce dla mnie. Na zrozumienie. Gdy ktoś mnie lekceważy – może ja, chcący czy nie chcący zlekceważyłem w jakiś sposób jego? A kusi strasznie, żeby drzazgę komuś z oka wyjmować, nie sprawdzając wcale, czy ja nie mam przypadkiem belki w swoim.

Nie narzekaj. Bo właśnie tam, gdzie ktoś niedomaga, nie radzi sobie lub nawet zwyczajnie mu się nie chce – właśnie tam jest miejsce dla mnie, żeby pomóc, żeby doradzić, zrobić to lepiej jeśli potrafię.
Pytanie, czy potrafię? Czy mnie by się chciało zrobić choć tyle, co jemu? No właśnie.

Jak mógłbym oczekiwać doskonałości, samemu nie będąc doskonałym? A gdybym nawet był – czy to nie powód, żeby tylko innym pomagać, a nie wywyższać się? Na co komu ideał postawiony w gablocie, na piedestale?

Jak sportowcy, stają się najlepszymi nie dlatego, że weszli na podium, ale dlatego wchodzą na nie, bo pokonywali swoje słabości, przez miesiące, lata treningów i w czasie zawodów. Mistrz świata. Ideał… tylko przez chwilę. Bo w każdej chwili rekord może zostać pokonany.

Więc czym jest ideał? Można do niego tylko dążyć. Bo to nieskończoność. A miarą mojego sukcesu jest… słabość. Im większą słabość pokonam, tym większy sukces osiągnę. Muszę nauczyć się ją zauważać, odnajdywać w sobie, identyfikować. Przyznawać się do niej, do popełnionego błędu. Wybaczyć sobie. Wybaczyć innym. To jest najtrudniejsze. Dopiero potem ją pokonać. I iść dalej, nie oczekując, że już więcej nie popełnię błędu. Bo popełnię na pewno. Oby mniejszy niż większy.

Ale to dobrze. Bo…
Moc w słabości się doskonali.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s