Krok 1

Na ulicy jak w domu

onstreetbw_daniel_jankowiak
fot. Daniel Jankowiak – serdeczne dzięki za zdjęcia, Danielu!

O co chodzi?

Plan był taki, żeby znowu grać. Grać i pisać o mojej pasji – i o bębnach. A wystarczyło, że zacząłem myśleć o pierwszym wpisie i już wiedziałem, że to nie będzie takie proste.

Zacznę więc od najważniejszego:

Dziękuję Ci.

Chciałbym Ci podziękować. Tak, poważnie – jestem Ci szczerze wdzięczny. Dlaczego?
Czytając ten tekst bardzo prawdopodobne, że wiesz już jaki jest kontekst. Kontekst mojego „funkcjonowania” na ulicy. Jestem Ci wdzięczny już za to, że to czytasz. A skoro to czytasz, to bardzo możliwe, że widzieliśmy się podczas mojego występu i usłyszałem właśnie od Ciebie te bardzo ważne słowa:

 „To, co robisz jest super! Rób to dalej!

Możesz mi wierzyć lub nie, ale bez Ciebie i tych słów nie dałbym rady. Nie utrzymałbym się w regularnym taszczeniu bębnów na ulicę. Nie doświadczyłbym wielu naprawdę wspaniałych chwil. I – bądźmy szczerzy – nie zarobiłbym tych pieniędzy, których potrzebowałem.
Jest za co dziękować.
To samo dotyczy wszystkich czytelników, z którymi jeszcze nie miałem okazji się spotkać.
Ten blog to bardzo ważny dla mnie projekt.  Jeśli tworząc go pomogę Ci choć minimalnie w jakikolwiek sposób, to będzie dla mnie potwierdzenie, że warto. Satysfakcja i motywacja, by robić to, co chcę robić –  częściej, lepiej, pełniej, więcej. Bo jest dla kogo.

Tylko co ja właściwie robię?

Nazywam się Mateusz Joachimiak i jestem… No właśnie, i już zaczyna się filozofia. Kim jestem?
Tak naprawdę, to jestem zwykłym gościem. I chociaż nasze ego nigdy się nie pogodzi z tego typu stwierdzeniami, to taka jest prawda.
Jestem zwykłym gościem, który robi coś, co wielu chciałoby zrobić, tylko niewielu PO PROSTU POSTANOWIŁO to zrobić. Większość z nas uznaje, że to naiwne, a nawet głupie.
Gram. To jest moja pasja, z której już raz zrezygnowałem.
Wróciłem i teraz pozostaje mi „już tylko” stworzyć projekt mojego życia, aby już na zawsze móc ją utrzymać…
Dlaczego na ulicy?

Mam trzydzieści lat. Przez większość tego czasu gnębiło mnie poczucie żalu, niespełnienia, frustracji. Poczucie, że życie przecieka mi między palcami, a ja – ja niewiele potrafię na to poradzić. Chociaż byłem przekonany, że robię wszystko, co możliwe, żeby to zmienić.
Błąd. Nie tylko nie robiłem wszystkiego, co mogłem. Ja wręcz BRONIŁEM SIĘ PRZED SZCZĘŚCIEM. Podświadomie broniłem się przed spełnieniem. Nie potrafiłem sobie na nie pozwolić. Przyznać sobie samemu prawa do szczęścia. Być może znasz to uczucie?
Potrzebowałem pieniędzy. Potrzebowałem miejsca. Potrzebowałem wsparcia i motywacji.
Na ulicy znalazłem to wszystko.

Drumnestia

Wg badań Instytutu Gallupa, ok. 80% ludzi nie angażuje się w swoją pracę, bo… zwyczajnie jej nie lubią. Pracują, bo muszą. Zarabiają na chleb. Większość czasu poświęcają na coś, z czego najchętniej by zrezygnowali, gdyby tylko było ich na to stać.

Czy ja jestem lepszy od nich?
Niee… Ja jestem zwykłym gościem, który potrzebował kasy, a jedyne o czym miał jakieś pojęcie, to były bębny. I nawet to, że zdecydowałem się wreszcie wyjść z nimi na ulicę zawdzięczam mojej Dominice. Jestem jej ogromnie wdzięczny.

Jestem perkusistą. Stąd pierwszy człon nazwy DRUMNESTIA.
Jestem również partnerem (staram się nim być) oraz ojcem dwójki dzieci, chociaż nie spłodziłem żadnego. Jak to możliwe? Mówią, że jak się bardzo chce, to wszystko jest możliwe.
A ja – bardzo chcę.

Drumnestia to amnestia dla mojej pasji oraz dla mnie. Zwolnienie z poczucia winy za to, że… po prostu chciałbym robić to, do czego zostałem stworzony.
To nadzieja na to, że najlepsze ciągle przede mną i wiara w to, że stać mnie na więcej, niż mogłoby się mnie samemu wydawać, o wiele więcej. By osiągnąć coś więcej, niż przepracować  40 (czy nawet 60) godzin w tygodniu i żyć od piątku do piątku.

Drumnestia to wyzwolenie z zakorzenionego w podświadomości przeświadczenia, że nie mam czasu na rzeczy pilne, a na te ważne mnie nie stać. 

Naprawdę jestem zwykłym gościem. A mimo to już niemal od roku z powodzeniem gram na ulicy, zarabiam, poznaję wspaniałych ludzi. Czasami pada deszcz, wieje, temperatura spada.
Zdarza się, że ktoś wezwie straż miejską – i mam okazję po raz kolejny przekonać się, że pracuje tam masę sympatycznych ludzi. Normalnych ludzi – jak ja. Ludzi zarabiających na chleb.

Ruszyła maszyna…

Na pewno ospale. Po dość koślawych torach skleconych naprędce. Ale poruszam się. Głównie naprzód. Dzięki Tobie.

Dziękuję.

Skłonności do tworzenia oraz potrzebę otaczania się muzyką pamiętam od zawsze.
Mam trzydzieści lat. Tyle lat potrzebowałem, żeby zrozumieć i pozbyć się wątpliwości co do tego, że nie ma dla mnie innej drogi. Lepszej czy właściwszej.
To dużo? Może i tak. Ale równie dobrze mogłem do końca życia trwać w niepewności i frustracji. A ta rosłaby z roku na rok.

To jest to, czym chcę się odwdzięczyć.

Jestem wdzięczny, że mogę grać i pisać dla Ciebie.
Na tym blogu piszę o swoich doświadczeniach, porażkach i sukcesach, sposobach na zmianę kursu w życiu.
Jeżeli chciałbyś podzielić się swoim doświadczeniem, napisz proszę komentarz lub po prostu napisz do mnie.

A jeżeli chciałbyś/chciałabyś wiedzieć jaka była droga do projektu Drumnestia, jesteś ciekawy/ciekawa czy  przetrwa i jakie przynosi efekty możesz skorzystać z newslettera. Możesz na bieżąco przyglądać się jak DRUMNESTIA rośnie – dzięki Tobie.

Pozdrowienia,

Mateusz

PS: Proszę Cię o wyrozumiałość. Blog, to tak samo jak granie, coś co odkładałem od dawna. Aż w końcu postanowiłem skorzystać z rady wielu blogerów – i po prostu go uruchomić. Czeka mnie jeszcze dużo pracy, zanim będzie on wyglądał tak, jak bym tego chciał.
Dlatego jeśli masz ochotę skrytykować – ok, nie ma sprawy, ale zanim to zrobisz mam prośbę. Obejrzyj proszę to wideo (autorstwa Krzysztofa Gonciarza) i potraktuj tę stronę jako mój „krok pierwszy”. Wszystkiego dobrego.